piątek, 6 listopada 2009

Krytyk czy krytykant??

Piątkowe popołudnie.
Wróciłem z zajęć z przeszacownej Akademyi Muzyczney. Powątpiewam w słuszność obranej strategii mojego życiowego podejścia do zagadnień muzycznych.
Gdzie i jak wyrazić swoje własne zdanie - czasem niezbyt miłe, ale polegające na prawdzie, tak aby nikt nie poczuł się dyskryminowany, obrażony - ale żeby jednak Świat chciał się zmienić na lepszy...
Pozuję na grafomana, choć podejrzewam, że do ideału jakim był Wagner jeszcze mi (na szczęście) daleko. Jak odnierać muzykę?? Jak ją odczytać?? Jak przyjąć kolejną interpretację kolejnego wiekopomnego DZIEŁA MUZYCZNEGO??
Jak się do tego wszystkiego odnieść?? Czy to jeszcze rozmowy na górnolotny temat?? Czy już po prostu przeintelektualizowane rzeźbienie w gównie...
Jak rozmawiać, kiedy rozmówca nie chce podzielić się głębią swoich przeżyć a tylko chce popisać się pseudoerudycją używając słownictwa nacechowanego pseudonaukowo i pseudomądrze??
Czemu to wszystko jest takie oślizgłe i do dupy... zamiast być oczywiste, piękne i prawdziwe??

Dlaczemu Marta Argherich tak się rozpływa w drugiej części Koncertu fortepianowego G dur Ravela, zamiast interpretować tę muzykę "po prostu" - dać odbiorcom możliwość obcowania z kompozytorem a nie ze swoimi wyimaginowanymi, dziwacznymi frazami ocierającymi się o kicz i najzwyklejszą muzyczną hucpę??


0 komentarze:

Prześlij komentarz